<?xml version="1.0" encoding="ISO-8859-2" ?>	<rss version="2.0">
	 <channel>
	 <lastBuildDate>Fri, 25 Jul 2008 3:36:36 +0200</lastBuildDate>
	  <title>Publicystyka w serwisie msza.net</title>
	  <link>http://publicystyka.msza.net/</link>
	  <description><![CDATA[]]></description>
	  <language>pl</language>
	  <copyright>msza.net, Warszawa 2008</copyright>
	  <managingEditor>listy@msza.net</managingEditor>
	  <webMaster>listy@msza.net</webMaster>
	  <image>
		  <title>Publicystyka w serwisie msza.net</title> 
		  <width>68</width> 
		  <height>23</height> 
		  <link>http://publicystyka.msza.net/</link> 
		  <url>http://msza.net/m/gfx/l_rss-p.gif</url> 
	  </image>
	  <ttl>5</ttl>
	  <pubDate>Fri, 25 Jul 2008 3:36:36 +0200</pubDate>
	<item>
     <title>Angelus Mortis: Dlaczego 'tradycjonaliści' są nierozumiani?</title>
<link>http://angelus.msza.net/m/pub/dlaczego-tradycjonalisci-sa-nierozumiani.html</link>
<guid>http://angelus.msza.net/m/pub/dlaczego-tradycjonalisci-sa-nierozumiani.html</guid>
     <description><![CDATA[Bo gadają w innym języku. <br>Opierają się na założeniach, aksjomatach, o których istnieniu (a co dopiero powiedzieć o ich aksjomatyczności) ogół wiernych wie coraz mniej, nic zgoła. <br> <br>Karynalska kappa magna, bogato zdobione szaty liturgiczne, strój i zachowanie asysty liturgicznej, pokłony, przyklęknięcia, znaki krzyża, chorał gregoriański, ornamentyka, subtelności związane z kalendarzem liturgicznym, ceremonialność, namaszczenie, powaga itp. -- to znaki, które oderwały się od swoich desygnatów. W powszechnym odbiorze są to wszystko elementy mające służyć dobremu sampopoczuciu uczestników liturgii tradycyjnej: mają nasycić ich wysublimowane gusta i poczucie estetyki, pomóc wywyższyć się nad innych, poczuć się ważnym elementem dworskiego, bombastycznego ceremoniału, pobawić się w grupę rekonstrukcyjną -- tyle, że zamiast mundurów z II wojny światowej albo hełmów i mieczy w ruch idą palki, manipularze, pateny, koronki itp. <br> <br>Jeżeli osobom tak myślącym nie przedstawi się klarownego wywodu wyjaśniającego skąd się to wszystko wzięło, co oznacza i czemu służy (czemu służy tak naprawdę -- bo te chore motywacje, o których wyżej, zapewne też się indywidualnie zdarzają; nobody's perfect), to "rekonkwista" liturgii klasycznej pozostanie uzależniona od osób, które sensus catholicus, formację estetyczną, kulturalną i religijną wyniosły z domu, a następnie trwają przy niej i rozwijają ją również jako dorośli. <br>Takich ludzi AD 2008 jest niezbyt wielu, a niewykluczone, że zanim trend się odwróci będzie ich z roku na rok coraz mniej. <br> <br>Myślę zatem, że dla sprawy Tradycji najwięcej czyni ten, kto w swoim apostolstwie koncentruje się głównie na "pre-edukacji" liturgicznej: na zasadach katolickiego życia duchowego, dobrych zwyczajach i odwiecznych prawach Kościoła, na jego bogatej i do dziś inspirującej historii, na głębokich duchowych korzeniach -- czy może pniach, na których poszczególne ryty, szaty czy zwyczaje są tylko ornamentem, kwiatem, końcowym wykwitem</STRONG>...]]></description>
     <pubDate>Tue, 15 Jul 2008 15:57:08 +0200</pubDate>
   </item>
     <item>
     <title>Mirosław Salwowski: Piekło, Limbus czy Niebo?</title>
<link>http://salwowski.msza.net/m/pub/pieklo-limbus-czy-niebo.html</link>
<guid>http://salwowski.msza.net/m/pub/pieklo-limbus-czy-niebo.html</guid>
     <description><![CDATA[</P> 20 kwietnia 2007 roku Watykańska Międzynarodowa Komisja Teologiczna powołana do zbadania kwestii możliwości zbawienia zmarłych bez chrztu dzieci orzekła, iż &#8222; <span style="font-style: italic;">istnieje poważny teologiczny i liturgiczny grunt dla nadziei, iż zmarłe bez chrztu dzieci będą zbawione i będą się cieszyć wizją uszczęśliwiającą&#8221;</span> . W oświadczeniu tejże komisji stwierdzono także, iż pojęcie tzw. limbusa, jako miejsca/stanu, w którym ludzie zmarli w samym tylko grzechu pierworodnym pozostaną przez całą wieczność, było uwarunkowane &#8222;zbyt restrykcyjną wizją zbawienia&#8221; i nie do końca harmonizowało z nauką o nieskończonym Bożym miłosierdziu oraz dobroci. W kręgach tradycyjnych i konserwatywnych katolików fakt ten wzbudził mieszane uczucia. Z jednej strony przekonanie o tym, iż nieochrzczone dzieci nigdy nie będą oglądać Pana Boga w naturalny sposób uruchamia spore pokłady smutku. Z drugiej strony jednak rodzi się pytanie, jak należy potraktować silnie obecną w teologii katolickiej tezę mówiącą o tym, iż nieochrzczone dzieci po swej śmierci trafiają do tzw. limbusa? Czyżby Stolica Apostolska dała w tej kwestii zielone światło dla podważania nieomylnego i niezmiennego nauczania Kościoła? Czy mamy tu do czynienia z nieprawowiernymi wymysłami teologów? Czy można prawowicie zmodyfikować albo nawet podważyć nauczanie mówiące o limbusie? </P> <span style="font-weight: bold;">Co jest nieomylne i niezmienne?</span> </P> Mylnym jest przekonanie, iż dokładnie każdy akt Magisterium Kościoła należy do nieomylnego nauczania, a tym samym nie podlega żadnym korektom. Obok doktryny, która jest nieomylna i niezmienna, istnieje również nauczanie nie posiadające takich znamion. Nie znaczy to, iż wolno jest taką nie-nieomylną i nie-niezmienną doktryną Kościoła lekceważyć i okazywać jej nieposłuszeństwo. Oczywiście, także takiemu rodzajowi nauczania wszyscy chrześcijanie są winni wewnętrzne posłuszeństwo i uległość. Oznacza to jednak, iż owo nie-nieomylne</STRONG>...]]></description>
     <pubDate>Sat, 24 May 2008 12:20:28 +0200</pubDate>
   </item>
     <item>
     <title>Łukasz Rozen: Zmarł ojciec Mieczysław Albert Krąpiec OP</title>
<link>http://rozen.msza.net/m/pub/zmarl-ojciec-mieczyslaw-albert-krapiec-op.html</link>
<guid>http://rozen.msza.net/m/pub/zmarl-ojciec-mieczyslaw-albert-krapiec-op.html</guid>
     <description><![CDATA[Jak podają agencje prasowe, 9 maja bieżącego roku odszedł do Pana w wieku 87 lat jeden z najwybitniejszych polskich tomistów &#8211; ojciec Mieczysław Albert Krąpiec, dominikanin. Zmarł, pracując nad hasłem do &#8222;Powszechnej Encyklopedii Filozofii&#8221; o chrześcijaństwie, a dokładniej redagując fragment o ponownym przyjściu Mesjasza. Bez wątpienia w ten sposób Bóg ukoronował ten wielki i niezwykły żywot człowieka, który nadał nowy kształt tomizmowi egzystencjalnemu. Można wręcz powiedzieć, że dzięki ojcu Krąpcu spełniło się tyle marzeń, tyle planów i zamierzeń, że aż trudno to sobie wyobrazić. Dwadzieścia trzy monografie, kilkadziesiąt lat pracy dydaktycznej, współtworzenie &#8222;Filozoficznej Szkoły lubelskiej&#8221; i wreszcie kilkutomowa &#8222;Powszechna Encyklopedia Filozofii&#8221; &#8211; oto nieprzeceniony dorobek Mieczysława Alberta Krąpca. Jako sprawny organizator &#8211; stworzył azyl na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, dzięki czemu myśl filozofii chrześcijańskiej twórczo się rozwijała, zwłaszcza koncepcje tomistyczne. Jako rektor &#8211; zadbał o kontakt KUL-u z innymi placówkami naukowymi, również zagranicznymi. Przede wszystkim jednak jako filozof, rozwinął wątki egzystencjalne, zawarte w pracach E. Gilsona, i zastosował tezy francuskiego tomisty do całej filozofii św. Tomasza. Rozbudował główne działy filozofii, takie jak metafizyka, antropologia, teoria poznania, etyka, filozofia polityki. Szczególnie na polu metafizycznym, dał się poznać jako wybitny tomista. Bowiem niezbicie udowodnił naczelną rolę aktu istnienia w bycie jednostkowym, dał nową interpretację transcendentaliów oraz rozbudował koncepcję analogii bytu. Jego najważniejsze książki to: &#8222;Metafizyka&#8221;, &#8222;Realizm ludzkiego poznania&#8221;, &#8222;Człowiek i prawo naturalne&#8221;, &#8222;Struktura bytu&#8221;, &#8222;Ja-człowiek&#8221;. </P>]]></description>
     <pubDate>Fri, 09 May 2008 22:26:20 +0200</pubDate>
   </item>
     <item>
     <title>Mariusz Kocoł: Święty i diabeł &#8211; książką godną przeczytania</title>
<link>http://mkocol.msza.net/m/pub/swiety-i-diabel-8211-ksiazka-godna-przeczytania.html</link>
<guid>http://mkocol.msza.net/m/pub/swiety-i-diabel-8211-ksiazka-godna-przeczytania.html</guid>
     <description><![CDATA[<p><span style="text-decoration: underline;">Wstęp</span></p> <p>Chciałbym przedstawić książkę <span style="font-style: italic;">Le Vainqueur du Grappin</span> Wilhelma Huenermanna. W Polsce znana jest pod tytułem <span style="font-style: italic;">Święty i diabeł</span> (według tłumaczenia Jana Efrema Bieleckiego OCD). Powieść ta opisuje życie proboszcza z Ars - św. Jana Marii Vianneya. Od chrztu, poprzez jego lata dziecięce, pragnienie bycia kapłanem i przeszkody związane z tym, trudny okres studiów aż do kresu życia, kiedy to umarł w opinii świętości. </p> <p><span style="text-decoration: underline;">Problematyka</span></p> <p>Fabuła zaczyna się w 1786 w Dardilly, nieopodal Lyonu, gdy &#8222;niewykształceni rodzice&#8221; (jak to odnotował wikary w księdze chrztów) przynieśli małego Jana do chrztu. Rodzina, w której przyszedł na świat przyszły święty, mimo swego ubóstwa była bardzo religijna i autentycznie praktykująca. To sprawiło, że dzieciństwo przyszłego świętego było szczególne. Vianneya od dziecka cechowała pobożność &#8211; odważnie zachęcał swoich przyjaciół do modlitw, sam je prowadził oraz wygłaszał pierwsze, dziecinne kazania. W międzyczasie wybuchła rewolucja francuska &#8211; ciężki okres dla Kościoła francuskiego. Rodzina Vianneyów nie uległa konformizmowi tych czasów, trwała przy swojej prawowiernej wierze. W tym czasie mały Jan przygotowywał się potajemnie do Pierwszej Komunii Świętej i przystąpił do niej w prowizorycznej kaplicy (była to szopa, w której dla bezpieczeństwa zasłonięto wejście sianem). Wkrótce Jan Maria oznajmił w domu, że chciałby być księdzem, lecz spotkał się z ostrym sprzeciwem ojca, ponieważ syn bardziej by mu się przydał do pomocy w gospodarstwie. Od tego momentu zaczął się proces przekonywania ojca, w którym zasadniczą rolę odegrał miejscowy ksiądz proboszcz i matka chłopca. W końcu ojciec zgadza się, ale na drodze do kapłaństwa młodzieńca pojawił się kolejny problem &#8211; rewolucja spowodowała, że chłopak przerwał naukę i w</STRONG>...]]></description>
     <pubDate>Thu, 13 Mar 2008 08:37:30 +0200</pubDate>
   </item>
     <item>
     <title>Mirosław Salwowski: Czy władze cywilne mają prawo karać grzech?</title>
<link>http://salwowski.msza.net/m/pub/czy-wladze-cywilne-maja-prawo-karac-grzech.html</link>
<guid>http://salwowski.msza.net/m/pub/czy-wladze-cywilne-maja-prawo-karac-grzech.html</guid>
     <description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;"><br> </span></span></p> Przyzwyczailiśmy się do opinii mówiącej, iż władze cywilne powinny zakazywać i karać tylko te z ludzkich zachowań, których istota polega na naruszaniu wolności innych dorosłych osób. Ów tradycyjnie liberalny pogląd zakłada więc, iż wszystkie inne czyny, które takowej wolności nie gwałcą winny być bezkarne i legalne. Kryterium przy ustalaniu przez władze cywilne prawnych zakazów, kar i represji nie powinno być nic innego, a tylko to, czy dany ludzki akt stanowi naruszenie wolności jakiegoś dorosłego człowieka, czy dorosłych osób. Nie ważne więc, jak bardzo dane zachowanie jest niemoralne, wstrętne Panu Bogu, poniżające ludzką godność, zboczone, obrzydliwe, etc. Póki nie wiąże się ono z wkroczeniem w przestrzeń wolności innego człowieka lub innych ludzi, władze cywilne nie mają prawa ingerować tu ze swoimi karami i zakazami. Choćby coś było więc bardzo złym, upadlającym, niemoralnym, bluźnierczym, czy dewiacyjnym; czynienie tego osobiście, z innymi ludźmi, a także przekonywanie, zachęcanie, namawianie do owych aktów innych, ma być bezkarne, póki nie gwałci czyjejś swobody. </span></p>   </span>Za </span>akceptacją tego liberalnego poglądu pozornie rzecz biorąc wydaje się przemawiać niejedna przesłanka. Czyż dorośli ludzie nie powinni być traktowani, jako odpowiedzialne osoby, które same muszą ponosić skutki własnych czynów i decyzji? Czy w związku z tym wszelkie przymusy, które ograniczają wolność dorosłych ludzi do czynienia, tego, co im się podoba, nie są przejawem tyranii i totalitaryzmu? Czy władze cywilne mają prawo decydować za dorosłych obywateli co jest dla nich dobre i właściwe? Czy zgodnie z zasadą prawa rzymskiego mówiącą, iż "<span style="font-style: italic;">Chcącemu nie dzieje się krzywda</span>", nie należy uznać, że każdy dorosły człowiek sam na własnej skórze poniesie negatywne skutki własnych złych czynów, a co za tym idzie, władze cywilne nie powinny się tym interesować?</STRONG>...]]></description>
     <pubDate>Fri, 22 Feb 2008 12:29:47 +0200</pubDate>
   </item>
     <item>
     <title>Mirosław Salwowski: Ekumenizm jest OK</title>
<link>http://salwowski.msza.net/m/pub/ekumenizm-jest-ok.html</link>
<guid>http://salwowski.msza.net/m/pub/ekumenizm-jest-ok.html</guid>
     <description><![CDATA[Istnieją cztery prawdy wiary i moralności katolickiej, które stanowią główny oręż przeciwników ekumenizmu. Pierwsza z nich głosi, iż "poza Kościołem nie ma zbawienia". Druga obwiesza, że "heretycy, schizmatycy, żydzi i poganie, jeśli przed śmiercią nie przyjmą wiary katolickiej pójdą do piekła". Trzecia ogłasza, iż tylko wiara katolicka jest drogą do Nieba. Czwarta mówi o tym, iż grzechy przeciw wierze są znacznie gorsze, aniżeli występki przeciw porządkowi moralnemu. Na podstawie tych czterech zasad, nieustannie piętnuje się ekumenizm jako zdradę prawdziwej religii i jedno z głównych nieszczęść "posoborowego Kościoła". Choć wrogowie ekumenizmu zgadzają się z tym, iż innowiercy mogą być zbawieni, to jednak twierdzą, iż dokonuje się to wyjątkowo, a i tak co do ogółu ludzi nie wyznających katolicyzmu, należy domniemywać ich zawinioną winę w tym względzie. Zasadniczą optyką względem wyznawców niekatolickich i niechrześcijańskich religii winno być zatem postrzeganie ich, jako zdążających do piekła, bo tkwiących w grzechu śmiertelnym, dusz. W tej perspektywie mało sensowne staje się więc chwalenie dobrych czynów i postaw występujących wśród innowierców. Póki nie nawrócą się oni na wiarę katolicką, póty ich cnotliwe życie, nie będzie miało wartości nadprzyrodzonej, albowiem nie będzie ono dokonywane w imię prawdziwej miłości do Boga. Na nic więc zdadzą się wielkie cnoty w wykonaniu protestantów. Czystość, trzeźwość, skromność, jałmużny, przebaczanie wrogom - będzie niewiele warte bez wiary katolickiej. Bez wiary katolickiej wszystko to nie da im Nieba, albowiem ciągle będą oni obciążeni czymś o wiele gorszym, od nieczystości, nieskromności, pijaństwa, nienawiści do bliźnich czy braku przebaczenia. Wciąż będą oni wyznawać herezję, co jest zdecydowanie bardziej obmierzłe Panu Bogu, niźli wszelka niemoralność. Co więcej dobro innowierców może być nie tylko bezowocne, ale stanowić wykreowaną przez diabła pułapkę, która ma celu przekonać katolików do słuszności herezji. </span><p></p></STRONG>...]]></description>
     <pubDate>Mon, 18 Feb 2008 18:22:04 +0200</pubDate>
   </item>
     <item>
     <title>Mirosław Salwowski: Czy protestanci promują Halloween?</title>
<link>http://salwowski.msza.net/m/pub/czy-protestanci-promuja-halloween.html</link>
<guid>http://salwowski.msza.net/m/pub/czy-protestanci-promuja-halloween.html</guid>
     <description><![CDATA[W piśmie "Zawsze Wierni" (listopad 2007), a konkretnie w dodatku "Rodzina Katolicka", ukazał się artykuł autorstwa p. Krzysztofa Chrząstka pt. ""Halloween - pogańska dywersja". Tekst ten w swym głównym zarysie jest słuszny, albowiem atakuje on okultystyczne i neopogańskie święto "Halloween". Niestety pośród wielu trafnych spostrzeżeń znalazło się tam stwierdzenie, którego nie sposób nazwać inaczej jak ewidentnie nieprawdziwym. Chodzi mianowicie o następujący fragment owego artykułu: <span style="font-style: italic;">"Okazuje się jednak, że w USA nadal jest wysoki wskaźnik tolerancji dla owego "święta" <span style="font-weight: bold;">czynnie popieranego przez sekty protestanckie</span>. Wynika to z faktu, że teologia protestancka nie uznaje czyśćca, przez co nie ma też u nich mowy o modlitwie za zmarłych; zastępuje ją swoista forma wyśmiewania dogmatów połączona z elementami okultyzmu" </span>(podkreślenie moje - MS)<span style="font-style: italic;">. </span><p></p> Pan Chrząstek, a wraz nim redakcja "Zawsze Wierni" (dalej ZW) jasno sugeruje więc, iż normą wśród protestanckich wyznań jest aktywne popieranie świętowania Halloween. Nie jest tam wszak napisane, iż "wiele", "część" bądź "niektóre" ugrupowania protestanckie wspierają to święto. Po prostu, zdaniem "Zawsze Wierni" "sekty protestanckie" popierają Halloween. W ten sposób sformułowana teza jest więc jasna w swym odbiorze: wyznania protestanckie w swej masie promują Halloween, a nawet jeśli któreś z nich się z tego wyłamie, to mamy tu do czynienia z wyjątkiem, o którym nie warto nawet pisać. Wagi tej generalizacji nie osłabia nawet użycie w artykule sformułowania "sekty". Każdy bowiem kto jest zaznajomiony ze sposobem wypowiadania się środowisk zbliżonych do "Zawsze Wierni" na temat protestantów wie, iż w tych kręgach użycie słowa protestanci stanowi zazwyczaj równoznacznik terminu "sekty". Drugą sugestią, jaką serwuje nam p. Chrząstek jest twierdzenie, iż owe rzekome poparcie protestanckich wyznań dla Halloween</STRONG>...]]></description>
     <pubDate>Sun, 27 Jan 2008 10:32:07 +0200</pubDate>
   </item>
     <item>
     <title>Fryderyk Rozen: Miecz na ołtarzu</title>
<link>http://fryderyk.msza.net/m/pub/miecz-na-oltarzu.html</link>
<guid>http://fryderyk.msza.net/m/pub/miecz-na-oltarzu.html</guid>
     <description><![CDATA[</SPAN>MIECZ NA OŁTARZU </SPAN></P>  </SPAN></P>   </SPAN>Co o etosie rycerskim mogą powiedzieć średniowieczne księgi liturgiczne? </SPAN></P>  </SPAN></P>  </SPAN></P>  </SPAN></P>  </SPAN></P>  Wojna średniowieczna przeniknięta była elementami ideologicznymi w wielu swoich wymiarach &#8211; od wystroju wyposażenia, poprzez skład osobowy formacji na elementach strategii i taktyki kończąc. Toteż w opisywaniu zagadnień militarnych zagadnienia ideowe stanowią nieodzowny składnik. Wśród wielu światopoglądów związanych z wojną średniowieczną do najważniejszych, tak ze względu na długość trwania jak i zasięg oddziaływania należy etos rycerski. Skalę jego wpływu na działania wojenne obrazuje cytat z Georges Duby: &#8222;Pod Crecy, pod Poitiers, pod Azincourt panowie francuscy, kwiat arystokracji swoich czasów, najlepsi przedstawiciele kultury rycerskiej upierali się, z największą dla siebie szkodą, by walczyć według rycerskich prawideł; ślepi książęta kazali przywiązywać się do koni i wieść w wir walki, by tam mogli umrzeć z honorem, jak bohaterowie Lancelota.&#8221; <A title="" style="mso-footnote-id: ftn1" href="#_ftn1" name=_ftnref1>[1]</SPAN></SPAN></SPAN></SPAN></A> </SPAN></P>  </SPAN></P>  Referat ten poświęcony jest zagadnieniom mającym wpływ na działania wojenne relacjom pomiędzy ideologią rycerską a drugim istotnym elementem zachodniego kręgu cywilizacyjnego &#8211; doktryną kościelną. W pierwszej części określa przełożenie tych relacji na pola bitewne, w drugiej podejmuje tematykę poszukiwania nowych źródeł do poznania prób chrystianizacji rycerskich zachowań. Sięgnięcie w tym celu do ksiąg liturgicznych ma dwojakie uzasadnienie. Kultura kościelna i rycerska przenikały się głęboko. Praktyki religijne były elementem wojennego krajobrazu. Dzięki &#8222;Kronice&#8221; Anonima zwanego Gallem dowiadujemy się, iż podczas jednej z kampanii Bolesława Krzywoustego wojownicy przed walką &#8222;przystąpili do Komunii św., posiliwszy się zarazem cielesnym pokarmem,</STRONG>...]]></description>
     <pubDate>Tue, 20 Nov 2007 23:23:50 +0200</pubDate>
   </item>
     <item>
     <title>Mirosław Salwowski: Jeszcze raz o tańcach</title>
<link>http://salwowski.msza.net/m/pub/jeszcze-raz-o-tancach.html</link>
<guid>http://salwowski.msza.net/m/pub/jeszcze-raz-o-tancach.html</guid>
     <description><![CDATA[Od kilku m-cy w Internecie wisi kolejna polemika osoby o pseudonimie "Nizam al-Mulk"  <P></P>( <A href="http://www.inquisitio.info/FF/taniec_polemika.pdf">http://www.inquisitio.info/FF/taniec_polemika.pdf </A></SPAN>), w której człowiek próbuje udowodnić, iż prezentowane przeze mnie stanowisko w kwestii tzw. tańców damsko-męskich wcale nie musi być wyrazem tradycyjnego nauczania Kościoła. "Nizam" nie utrzymuje wprawdzie, iż moja negatywna postawa w tej sprawie jest heretycka czy w jakiś inny sposób sprzeczna z doktryną katolicką, ale swymi wywodami próbuje dowieść, iż mylę się twierdząc, że w swym powszechnym i zwyczajnym nauczaniu Kościół przestrzegał wiernych przez takowymi tańcami.  <P></P>Zanim przejdę jednak do sedna polemiki Nizama, chciałbym na początku wyjaśnić jedną z nazwijmy to, bardziej personalnych kwestii, podnoszonych przeze mego oponenta. Otóż Nizam wydaje się mieć pretensje o to, że jego polemika nie została opublikowana przeze mnie w dostępnych mi mediach. Zdaje się sugerować mi w tym punkcie nieuczciwość. Tymczasem sprawa ta wygląda nieco inaczej, aniżeli on to przedstawia. Prawdą jest, że zaproponowałem Nizamowi publikację jego tekstu na prowadzonym przez mnie niegdyś portalu "Savonarola.pl". Faktem jest jednak również to, iż prosiłem Nizama, by przeredagował swój tekst, w taki sposób, by nie używał on wobec mnie, stosowanego przeze na jednym z internetowych forów pseudonimu. Uznałem bowiem, że na poziomie komunikowania się za pomocą pisanych artykułów, nieco niepoważne jest przenoszenie formy porozumiewania się rodem z internetowych forów. Nie pisuję bowiem artykułów pod pseudonimem i co najmniej niezręczne jest dla mnie odpowiadanie na artykuły, w których zamiast mego imienia i nazwiska notorycznie używa się mojej "ksywki" (Nizam zaś, w swym artykule ciągle używał mego pseudonimu zamiast mego imienia i nazwiska). Niestety "Nizam" odmówił mej prośbie. Mimo to jednak, byłem gotów opublikować jego polemikę na portalu "Savonarola.pl". Sęk w tym,</STRONG>...]]></description>
     <pubDate>Wed, 07 Nov 2007 15:38:10 +0200</pubDate>
   </item>
     <item>
     <title>Angelus Mortis: Partie jednoosobowe albo trendsetting totalny</title>
<link>http://angelus.msza.net/m/pub/partie-jednoosobowe-albo-trendsetting-totalny.html</link>
<guid>http://angelus.msza.net/m/pub/partie-jednoosobowe-albo-trendsetting-totalny.html</guid>
     <description><![CDATA["Szto diełat'?" - generalnie pytajo się nasi czytelnicy. <br> <br>Jak dokonać realnej, w miarę trwałej zmiany LUDZI wokół nas (a nie jakiejś tam "rzeczywistości"; widział kto na oczy takie zwierzę?)? <br> <br>Poniżej próba odpowiedzi, ale najpierw dwie obserwacje: <br> <br>1. <br>Różne modele duszpasterstwa i apostolstwa, różne idee społeczne i polityczne to -- jako płody umysłu człowieczego, do tego często dość abstrakcyjne -- rzeczy ułomne, degenerujące się, dezaktualizujące się, odchodzące w niebyt. Marność nad marnościami i wszystko marność. <br>Jednak ewolucja poglądów i ich naturalne krzepnięcie u konkretnego Kowalskiego, który z kolei latami wywiera wpływ na swoją rodzinę i znajomych... itede, parapetum meble... O, to się może zsumować do rzeczywistej zmiany tego kawałka świata, w którym żyjemy. <br>Rola jednostki wielką jest, albowiem. <br> <br>2. <br>Im dłużej paczę na ten świat, tym bardziej zdumiewa mnie i zachwyca potęga tego, co proste i pierwotne. Mimo coraz grubszej cywilizacyjnej warstwy "ubrań" (kultura, sztuka, technologia, polityka, obyczaj) - ciągle tkwi pod nią prymitywny dzikus. Najskuteczniejsze było, jest i będzie odwoływanie się do podstawowych, odwiecznych, wpisanych w naszą naturę namiętności, pragnień i popędów. (Można naddawać coś ponad to, ale dopiero po zatroszczeniu się o tenże właśnie aspekt podstawowy. Nawet Łaska buduje na naturze, powiada Teolog.) <br>Nie jest tego dużo, współczesna psychologia dość szczegółowo te potrzeby wyodrębniła, skategoryzowała i zhierarchizowała; najszerzej znana jest chyba tzw. piramida Maslowa. <br> <br>%%%%%%%%%%%%%%%% <br> <br>Jak - wychodząc od tychże faktów - (a) ewangelizować i (b) robić politykę? <br>I to Anno Domini 2007? Kiedy ludzie myślą, głosują, kupują..... organizują sobie życie tak, a nie inaczej? <br>(Plus cała masa pomniejszych pytań pochodnych: jak odzyskać młodzież, jak powstrzymać degenerację Christianitas, jak wygrywać wybory, itd.) <br> <br>Zawsze zgrzytałem z wściekłości, gdy w takich</STRONG>...]]></description>
     <pubDate>Tue, 30 Oct 2007 19:13:15 +0200</pubDate>
   </item>
     	 </channel>
	</rss>
	